
Foto: Jimmy Hubbard, z: www.myspace.com/mastodon
Mastodon - Divinations
Na dniach na stronie MS zespołu pojawiła się w całości do odsłuchania nowa płyta - Crack The Skye. W nagraniach brał m.in. udział gościnnie Scott Kelly (frontman Neurosis pojawia się w tytułowym kawałku Crack The Skye).
Całość składa się z siedmiu utworów i jest w pełni konceptualnym albumem o stopniowo rozrastającej się narracji. Gęste melodie, patetycznie narastające z minuty na minutę kojarzą się niestety z jakąś wycieczką do metalowej Częstochowy (tudzież mistycznie oflagowanej Karelii). Wrażenie to potęgują niestety - powiedzmy szczerze - niezbyt zjawiskowe, a nawet nieznośnie nachalne partie solowe. Nie uświadczymy tu zaskakujących rytmicznych pułapek i zwrotów akcji. Panowie zrezygnowali z matematyki na rzecz epickiego poematu o Yeti oraz demonie Rasputina przedzierającego się przez pęknięte niebiosa. Zdecydowanie brakuje mi tutaj brudnego wokalu Troya Sandersa. Na pierwszym planie Brent Hinds, który momentami miauczy niczym Ozzy Osbourne, co zasadniczo nie jest w jakiś sposób nieprzyjemne, jednak ujmuje całości tego ciemniejszego uroku, z którym mieliśmy do czynienia na poprzednich płytach spółki.
Nie skreślam tej płyty, ale jeszcze długo będę ją przeżuwał. Na razie powrócę chyba jednak do słuchania Leviathana.
Tracklista:
01. Oblivion
02. Divinations
03. Quintessence
04. The Czar
I. Usurper
II. Escape
III. Martyr
IV. Spiral
05. Ghost of Karelia
06. Crack The Skye
07. The Last Baron
A tutaj sobie posłuchajcie.
Powyżej bonusik: Mastodon w swojej sali prób }:=)
Całość składa się z siedmiu utworów i jest w pełni konceptualnym albumem o stopniowo rozrastającej się narracji. Gęste melodie, patetycznie narastające z minuty na minutę kojarzą się niestety z jakąś wycieczką do metalowej Częstochowy (tudzież mistycznie oflagowanej Karelii). Wrażenie to potęgują niestety - powiedzmy szczerze - niezbyt zjawiskowe, a nawet nieznośnie nachalne partie solowe. Nie uświadczymy tu zaskakujących rytmicznych pułapek i zwrotów akcji. Panowie zrezygnowali z matematyki na rzecz epickiego poematu o Yeti oraz demonie Rasputina przedzierającego się przez pęknięte niebiosa. Zdecydowanie brakuje mi tutaj brudnego wokalu Troya Sandersa. Na pierwszym planie Brent Hinds, który momentami miauczy niczym Ozzy Osbourne, co zasadniczo nie jest w jakiś sposób nieprzyjemne, jednak ujmuje całości tego ciemniejszego uroku, z którym mieliśmy do czynienia na poprzednich płytach spółki.
Nie skreślam tej płyty, ale jeszcze długo będę ją przeżuwał. Na razie powrócę chyba jednak do słuchania Leviathana.
Tracklista:
01. Oblivion
02. Divinations
03. Quintessence
04. The Czar
I. Usurper
II. Escape
III. Martyr
IV. Spiral
05. Ghost of Karelia
06. Crack The Skye
07. The Last Baron
A tutaj sobie posłuchajcie.
Powyżej bonusik: Mastodon w swojej sali prób }:=)


0 komentarze:
Prześlij komentarz