
Świąteczny czas to okres umiarkowanej radości dla wielu spośród tych, którzy spędzając święta w gronie rodzinnym przyozdabiają swoje choinki wygrzebanymi z szaf trupami gorliwie wpychanych tam przez lata niezałatwionych interesów. Z reguły rodzinnych interesów. Niemniej jednak przez cały ten czas towarzyszy nam również muzyka. Z tej okazji posłuchajmy sobie czegoś, co w tym roku dzięki dziwnemu splotowi okoliczości skojarzyło mi się z gorszącą wszechobecnością Ducha Bożego Narodzenia. Muzyka, na którą składa się idealna moim zdaniem w tych okolicznościach dawka zniechęcenia, agresji, melancholii oraz uczuć, które przy odrobinie dobrej woli można by nazwać pozytywnymi.
James Plotkin to facet, który dla eksperymentalnej muzyki gitarowej i elektronicznej przez ponad dekadę nagrywania, wydawania i remiksowania kawałków innych zespołów zrobił naprawdę dużo. Mam tutaj na myśli "naprawdę dużo". Współpracował z Mickiem Harrisem, doładowując jego Scorna stworzonymi przez siebie partiami gitarowymi, odpowiada za miksy m.in. ISIS, Pelicana, Earth i Sun O))). Nagrał sześć długogrających płyt zawierających eksperymenty z pogranicza grindcore, noise, drone i metalu, a także spłodził przy współpracy takich wariatów jak KK Null, Mark Spybey kilka nieźle odjechanych albumów, które koncepcyjnie sięgają znacznie dalej niż wspomniane gatunki.
W dzisiejszym odcinku Przygód Piekielnego Piotrusia obejrzymy sobie parę rzeczy z projektu Phantomsmasher. Początkowo sprawa nazywała się Atomsmasher i pod tym tytułem ukazała się w 2000 roku płyta dla Hydra Head. Dwa lata później ukazał się album pod tytułem Phantomsmasher nagrany dla Ipecac - wytwórni Mike'a Pattona. Rodzaj muzyki, na którym koncentrują się wysiłki grających tutaj trzech panów (Plotkina wspiera DJ Speedranch na wokalu i Dave Witte na perkusji) określa się mianem cybergrindu lub - hm... - elektronicznego metalu? Muzyka Phantomsmashera nie ma jednak zbyt wiele wspólnego z takimi zespołami, jak Genghis Tron, Trencher czy The Locust. To mieszanina radykalnej elektroniki, psychodelicznie przesterowanego wokalu i momentami niemal punkowych gitar podbitych eterycznie grzechoczącym basem, która początkowo stylistycznie najbardziej kojarzyła się z Fantomasem.
Plotkin pociąga tutaj za wszystkie struny ze spiskową konsekwencją maniaka, który ostatnią dekadę spędził w piwnicy jakiegoś obłędnie rozrywkowego lunaparku. Posłuchałem sobie rzeczy, które udostępnił mi Daniel, zdeklarowany fan tego grania (wielkie dzięki Danny!), i muszę przyznać, że tym trzem gościom udało się wynaleźć niezwykle odporną na formalny paradoks formułę muzyki, która łączy w sobie grindcore'owy ciężar z lotnością, jakiej nie powstydziłaby się w swoich najbardziej odjechanych konceptach Bjoerk (oczywiście dopiero po przeszczepie wątroby Pattona, lewej ręki Dave'a Lombardo i zainstalowaniu toru kręglarskiego zamiast kręgosłupa). Co pozostawiam pod osobistą rozwagę.
Tylko na marginesie wspomnę, że obecnie James Plotkin pracuje nad nowym projektem razem z Aaronem Turnerem (ISIS) & Timem Wyskida (Blind Idiot God). Projekt nazywa się JODIS, zaś nazwa powstającego właśnie albumu to Secret House (przyznam szczerze, że jestem fanem gitary Turnera, dlatego z niecierpliwością oczekuję na ten materiał - tutaj można wysłuchać jednego utworu: Continents - bardzo spokojny, wolny kawałek).
Zatem zapraszam do telewizora. Be good, be nice, drink gasoline with ice.
Phantomsmasher - Thunderspit
Phantomsmasher - Annubis Innertube
Phantomsmasher - podsjfkj pojid poa
Zapraszam na MySpace projektu - bo kawałek Bishop Hoping & Pelvic Thrust...
Site Plotkina: J A M E S P L O T K I N
Smash the Santa!
[btw: ciągle nie mam internetu, więc kolejne odcinki naszej historyjki będą się pojawiać dość nieregularnie - dzisiaj korzystam z maszyny do pisania, którą znalazłem na strychu u brata i, eee, już mi paluchy serdecznie krwawią od tego klepania... Have a fucking good New Year! ]

