Niezwykle ostatnio popularna formuła grania w składzie "gitara+gary" [gitara jest coraz częściej elektryczna, choć 10 lat temu zdecydowana większość zespołów korzystała z basu, por. Sabot, Ruins, Belly Button - tych ostatnich na próżno szukać w internecie, owi Francuzi wydali jedną płytę 10 lat temu, pt. "Both", koncertowali nieco w Europie, od tego czasu słuch o nich zaginął] obfituje w zjawiska, dla których życzliwość naszego ucha jest - jak wiadomo nielicznym - nieograniczona. By wymienić kilka najbardziej interesujących ekip mieszczących sie w tej kategorii wagowej, trzeba by wspomnieć o bandzie pt. Tiny Hawks, Hella, Marnie Stern (z którą zresztą współpracuje perkusista Helli), czy Jucifer. W dzisiejszym kąciku "Odds and gods" ci ostatni.Jucifer - Hennin Hardine
Jucifer wymiata. Melodyjny wokal, brudna, wulgarna gitara [Jaguar to czy Jazzmaster w końcu?], no i ten mocarny pałker. Do tego Amber Valentine jest zajeebiście seksowną laską... Zdecydowanie jeden z najfajniejszych noiserockowych zespołów w takim składzie.
W czerwcu tego roku mieli okazję widzieć ich u siebie na żywo nasi wrocławscy bracia. Przez scenę w Firleju przetoczyło się przy tej okazji piekło w wykonaniu Today Is The Day, które pojawiło się jako gwiazda [zaranna] wieczoru. Nie byliśmy. Jak zawsze zazdrościmy i pozdrawiamy. Buziaki dla całej paki.
W czerwcu tego roku mieli okazję widzieć ich u siebie na żywo nasi wrocławscy bracia. Przez scenę w Firleju przetoczyło się przy tej okazji piekło w wykonaniu Today Is The Day, które pojawiło się jako gwiazda [zaranna] wieczoru. Nie byliśmy. Jak zawsze zazdrościmy i pozdrawiamy. Buziaki dla całej paki.
Jucifer - Pontius of Palia
Więcej info w macierzystej stajni Jucifer: Relapse Records
[Wyniki meczu grypa kontra reszta świata: Reszta świata nadal dostaje po dupie]


4 komentarze:
Kontr-komentarz a priori:
Wiem, wiem, ale zupełnie złośliwie nie wspominam o White Stripes. Trochę nadwyrężyli koniunkturę swoją hiperaktywnością. Niech spadają na drzewo.
jezu cze, nie wiedzialem, ze ty taka muzyke lubisz. czyli ze kurt cobain spotyka tanye donelly. ale zacny zespol.chetnie bym sie wybral na koncert. moze nastepnym razem zamiast sabotu, eghem?
Hmm... ostatnio zauważyłem, że w ogóle siakoś słabo się chyba znamy.
Następny jest Lightning Bolt, ale renifery doniosły, że byłeś niegrzeczny w zeszły piątek, no i nie pójdziesz. Zamiast tego będziesz wycierał talerze po kolacji w ośrodku socjalnym na Targówku.
(khehe..khe)
aaaa czy nie pojde to sie jeszcze okaze. a za swoj czarny humor jeszcze kiedys zaplacisz. cene najwyzsza! grhhhh
Prześlij komentarz